SPÓR O EUROPEJSKIE CENTRUM SOLIDARNOŚCI – SPÓR O HISTORIĘ

kliknij na link poniżej:
http://www.radiomaryja.pl/multimedia/spor-o-europejskie-centrum-solidarnosci-spor-o-historie/

W momencie, kiedy to wybudowano, wydano ok. 200 milionów złotych. Okazało się, że jest tam tylko jedna część historii – ta, o której mówi Lech Wałęsa. Okazało się, że tego, o czym mówiła Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda i wielu innych, po prostu nie ma. Ta historia jest zakłamywana – powiedział w „Aktualnościach Dnia” na antenie Radia Maryja Karol Guzikiewicz, przewodniczący komisji zakładowej NSZZ „Solidarność” Stocznia Gdańsk, radny sejmiku województwa pomorskiego. Odniósł się w ten sposób do zarządzania Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku.
Trwa spór o Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku.
– Przede wszystkim dotyczy tego, czym powinno być to centrum – Europejskie Centrum Solidarności. Idea jego powstania była ideą na wzór powstania Muru Berlińskiego. Niemcy zrobili takie muzeum wcześniej. W Gdańsku mówiono, że nie byłoby zjednoczenia Niemiec bez Polski. Dlatego powstała idea budowy muzeum poświęconego „Solidarności”. Jednym z inicjatorów był ś.p. Paweł Adamowicz. Ale takim inicjatorem była też „Solidarność”, byli też prezydenci państw bloku wschodniego. W 25. rocznicę sierpnia ’89 podpisano list intencyjny. Gdy zaczęto budować to centrum, to zaczęły się pojawiać pierwsze symptomy. Wybrano bardzo drogą i brzydką budowlę. W momencie, kiedy to wybudowano, wydano kilkadziesiąt milionów złotych. Okazało się, że jest tam tylko jedna część historii – ta, o której mówi Lech Wałęsa. Okazało się, że tego, o czym mówiła Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda i wielu innych, po prostu nie ma. Ta historia jest zakłamywana – podkreślił Karol Guzikiewicz.
A muzeum było wybudowane, w ogromnej mierze, ze środków publicznych.
– W dziwny sposób została podpisana umowa, która spowodowała, że większość głosów w tym muzeum ma prezydent miasta Gdańska. Nawet jeżeli przedstawiciel ministerstwa chciał kogoś powołać, to prezydent musiał wydać zgodę. Wielu stoczniowców na to narzekało i powiedziało, że będą to muzeum omijać – wskazał radny sejmiku województwa pomorskiego.
– Muzeum budowano wtedy, kiedy byli zwalniani stoczniowcy. Poszedłem wtedy do dyrektora, żeby zatrudnił tych ludzi w muzeum, bo było tam 60 miejsc pracy. Nie zatrudniono jednak nikogo i wcale nie decydowały o tym umiejętności czy wiek – dodał.
Podczas uroczystości związanych z historią „Solidarnością” dochodzi natomiast do zakłócania ich spokojnego przebiegu na terenie muzeum.
– To muzeum stało się zapleczem różnych wrogich środowisk – LGBT czy SB. Na różne uroczystości w tym muzeum organizują się ludzie, którzy te uroczystości zakłócają. Stało się to między innymi, gdy wraz z księdzem biskupem Sławojem Leszkiem Głódziem i prezydentem Gdańska składałem kwiaty pod pomnikiem. Zakłócano ten moment, rzucając obelgi przez megafon. Tak nie może to wyglądać – podkreślił Karol Guzikiewicz.
Okazję do zmiany sytuacji miał minister kultury Piotr Gliński. Nie uległa ona jednak zmianie.
– Minister Gliński powinien wypowiedzieć całą umowę, która jest, a nie tylko część. Ta umowa powinna być tak skonstruowana, że każdy powinien mieć takie prawo głosu, ile pieniędzy w to muzeum włożył – dodał Karol Guzikiewicz.

https://www.facebook.com/RadioGdansk/videos/768681013499875/UzpfSTEwMDAwMDQ4NzAzMjQ3MDoyOTg4NDE4NzI3ODUwOTk5/
Udostępnij